Nalot w Poznaniu

„Wczoraj policjanci z Zespołu do Walki z Przestępczością Internetową Sekcji do Walki z Przestępstwami Gospodarczymi Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie zatrzymali trzech studentów jednej z koszalińskich uczelni. Zatrzymani studenci byli administratorami akademickiej sieci internetowej HUB w sieci DC. działającej na terenie akademików. W ramach tej sieci funkcjonował Hub sieci DC++, w ramach której udostępniano łącznie 35 tysięcy gigabajtów danych, które można zmieścić na 54 tysiącach płyt CD w większości zawierające bezprawnie kopiowane utwory.Jak informuje Głos Koszaliński do akademików weszło około 100 policjantów z z Sekcji do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie i Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie wspólnie z funkcjonariuszami Straży Granicznej z Darłowa przedstawicielami ZPAV I FOTA. Nalot miał miejsce o 6.00 rano, dokonano przeszukań u 40 ustalonych użytkowników „Huba”, łącznie zabezpieczono 10 komputerów typu laptop, 1 jednostkę centralną komputera, 60 dysków twardych.

Zawartość zabezpieczonego sprzętu komputerowego zostanie sprawdzona przez biegłych z zakresu informatyki. Jak twierdzą policjanci z Sekcji do Walki z Przestępczością Gospodarczą działalność studentów trwała od około 3 lat. Za rozpowszechnianie cudzych utworów muzycznych, fonogramów i wideogramów grozi nawet do 2 lat pozbawienia wolności.

Nalot wywołał zaniepokojenie władz uczelni, Kolegium Rektorskiego Politechniki Koszalińskiej, które opublikowało oświadczenie o następującej treści:

Wyrażamy głębokie zaniepokojenie działaniami koszalińskiej policji przeprowadzonymi w dn. 17.04.2007 r. na terenie osiedla akademickiego przy ul. Rejtana w Koszalinie. Wejście funkcjonariuszy do akademików nastąpiło z naruszeniem prawa – bez wymaganego przepisami Ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym wezwania rektora (art. 227), a także niezgodnie z zawartym pomiędzy Komendą Miejską Policji w Koszalinie a Politechniką Koszalińską porozumieniem w sprawie współpracy. Takim postępowaniem policja naruszyła autonomię i suwerenność uczelni wyższej, zagwarantowane prawem i tradycją. Sprawą zajmie się w dn. 18.04.2007 r. Senat Politechniki Koszalińskiej. Rektor prof. Tomasz Krzyżyński nie wyklucza interwencji w tej sprawie u Komendanta Głównego Policji oraz zawiadomienia Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.”

Akcja policji zatacza coraz szersze kręgi. Coraz więcej oburzonych ludzi tak drastycznymi w skutkach i w formie sposobami na ukrócenie piractwa w Polsce. Według mnie taka forma walki z piractwem prowadzi donikąd, a wręcz robi więcej szkody niż pożytku. Należałoby zacząć od następujących rzeczy:

  • dostosowania cen oprogramowania do możliwości finansowych Polaków (system operacyjny i pakiet biurowy Microsoftu przewyższają ceną koszt sprzętu)
  • opracowania aktualnego i sensownego prawa związanego z obrotem oprogramowaniem i ochroną praw autorskich twórczości audio-wizualnej (w chwili obecnej nie mogę nawet zgrać sobie z płyty CD utwór do formatu MP3 żeby legalnie sobie go odsłuchać w MP3 playerze!)
  • stworzyć legalne i tanie metody pozyskiwania muzyki czy filmów (najlepiej płatne od sztuki i w dowolnym formacie wyjściowym wybranym przez użytkownika – np. muzyka jako MP3 a film jako DivX). Kasety magnetofonowe odeszły do lamusa, płyty CD również już powoli znikają z użycia. Dlaczego więc potentaci fonograficzni dalej sprzedają płyty CD a nie sprzedają pojedynczych utworów? Czy ktoś tu nie myśl, czy może lepiej sprzedać całą płytę z jednym wartym odsłuchania utworem i resztą „zapychaczy” za konkretna kasę zamiast jednego utworu za ułamek ceny płyty? Sami rozstrzygnijcie.

Niewielu ludzi wie, że 3% każdej czystej płyty CD, kasety VHS czy magnetofonowej i 5% ceny nagrywarki czy odtwarzacza MP3 zawiera w sobie opłatę na rzecz ochrony artystów. To takie zabezpieczenie na wypadek gdyby powyższe nośniki czy urządzenia były wykorzystane w niecnych celach piracenia.

Magdy M ciąg dalszy…

A oto telewizja, którą szanuję za bezstronność i apolityczność oraz lepszą ofertę programową od innych telewizji (np. od TVP czy Polsatu) czyli TVN pragnie znowu nas raczyć czymś, co może tylko przerobić nam mózg na papkę. Mowa o kolejnej serii odcinków serialu „Magdy M”. Ponieważ nie można komentować tego, czego się nie zna, więc postanowiłem zaszaleć i oglądnąć ostatni odcinek pierwszej serii, który był ostatnio dla przypomnienia puszczany na antenie telewizji. Osobiście nie mam nic przeciwko brazylijskim tasiemcom (taki ich po prostu styl) i ogólnie „babskim serialom” ale „Magda M” przechodzi już ludzkie pojęcie. W normalnym filmie zakochana kobieta ma rozterki względem swojego mężczyzny. Ale Magda M oczywiście musi jechać na dwa fronty. Goni za dwoma facetami, raz spławia jednego, raz drugiego. Ciągle płacze za jednym lub drugim. Ale to jeszcze mogę zrozumieć. Ale fakt, że bohaterka przez pół filmu opowiada wszystkim przyjaciółkom, swojemu byłemu i każdemu kogo tylko napotka, że będzie mieć stosunek w basenie z jednym ze swoich facetów to już ścierpieć nie można. Nawet nie oceniam już płytkich jak brodzik na basenie dialogów i tragicznej gry, co jak co dobrej i ładnej aktorki, Joanny Brodzik. No ale skoro są chętni na taką papkę i będzie z tego kasa to ani ja, ani nikt inny nie przeszkodzimy dyrektorowi programowemu by wpuścić to „coś” na antenę przez kolejne parę miesięcy.

No i znowu na Onecie będzie pełno bannerów typu „Nie czekaj na nowy odcinek, obejrzyj go wcześniej u nas”, codziennie zostanę uraczony artykułem co „na froncie” w serialu a do TOP 20 najczęstszych zapytań wyszukiwarki trafią inicjały głównej bohaterki. Strach się bać…

1024 czy 1000?

Dzisiaj krótko o miarach w informatyce:

  • wymiary wymarzonej dziewczyny informatyka to 1024×1280 choć ze wzrostem przekątnej monitorów w ostatnich czasach te wymiary „puchną” (a więc informatycy nie pragną anorektycznej chudzinki, ale coraz grubsze sztuki) ;)
  • u informatyków nie ma czegoś takiego jak pół litra
  • 1 kilobajt to 1024 bajty, 1 megabajt to 1024 kilobajty, 1 gigabajt to 1024 megabajty itd. – to jest miara pojemności plików i nośników
  • 1 kilobit to 1000 bitów, 1 megabit to 1000 kilobitów, 1 gigabit to 1000 megabitów itd. – to jest miara szybkości łącz internetowych
  • bajt, kilobajt, megabajt, gigabajt… i co dalej? Otóż jednostek jest dużo. Jak chce ktoś poszpanować trudnymi wyrazami to podaję dalszy ciąg ;) : terabajt (1024 gigabajty, w skrócie TB), petabajt (1024 terabajty, skrót PB), eksabajt (1024 petabajty, w skrócie EB), zettobajt (1024 eksabajty, skrót ZB), jottabajt (1024 zettobajty, skrót YB) i brontobajt (1024 jottobajty i więcej, jednostka hipotetyczna o nieustalonej tak naprawdę wartości, gdyż dotychczas największą używaną jednostką jest eksabajt i w chwili obecnej większych nie trzeba, skrót BB)
  • 161 eksabajtów. Tyle informacji zapełniłoby 12 stosów książek, sięgających z Ziemi do Słońca. Właśnie taką ilość danych ludzie umieścili w internecie w samym tylko ubiegłym roku – policzyli analitycy jednej z amerykańskich firm Prawda że to niewiele w stosunku do jednostki brontobajt?
  • Szansa pracy dla matek

    Feminizm zarzucało mi już wiele osób i zdążyłem się już z tym pogodzić… No ale do sedna: do dzisiejszego posta natchnął mnie artykuł na Onecie: http://wiadomosci.onet.pl/1401272… pt. Becikowy eksperyment. Mówi o zorganizowanym we Wrocławiu eksperymencie pod kryptonimem „Rodzic-pracownik”. Ma on pomagać matkom (i tatusiom też) na zdalną pracę podczas macierzyńskiego. Dzięki temu można łatwiej pogodzić pracę z wychowywaniem dziecka. Za każdym razem jak słyszę historiźę, gdy kobieta jest dyskryminowana to mnie krew zalewa. Czy to, że Bóg akurat kobiecie przekazał rolę rodzicielki oznacza, że ma być z tego powodu dyskryminowana? Czy gdyby facet dostał tę rolę, byłoby tak samo?! Rad jestem z ostatnich zmian kodeksu pracy, które nareszcie przystają do bieżących realiów i regulują pracę zdalną i z tej wrocławskiej inicjatywy, która może wreszcie zmieni pogląd pracodawców na przydatność dobrego, acz chwilowo obarczonego inną rolą pracownika. Patrzenie na matkę jako na pracownika do zwolnienia jest patrzeniem krótkowzrocznym. Z jednej strony rozumiem, że obciążenie pracodawcy z tytułu urlopu macierzyńskiego jest w Polskich realiach wysokie, ale wszak lepszy jest pracownik już wyszkolony, zaznajomiony z działalnością firmy niż nowo przyjęty, którego trzeba uczyć wszystkiego od nowa. Telepraca pozwala na odciążenie pracodawcy z kosztów nieobecności pracownika, za które i tak musi płacić a z drugiej zapewnia sobie pracę zaufanego pracownika. Nie mówiąc o szansie dla kobiety, która „nie straci z życiorysu” wypadając z branży nawet na 3 lata, które mogą się okazać wiecznością, a nadrobienie zaległości będzie trudne. Dodatkowo ambitna kobieta będzie się spełniać w pracy a zadowolony pracownik to najlepszy pracownik.

    Prędzej czy później pracodawcy będą musieli zacząć dbać o pracownika i starać się za wszelką cenę zatrzymać go w firmie w dobie masowych wyjazdów Polaków za granicę. Jedna z firm zaczęła zatrudniać członków rodzin dotychczasowych pracowników bo dwóch pracujących z tej samej rodziny to mniejsza szansa wyjazdu na saksy każdego z nich. Kolejna firma zaczęła wykorzystywać podczas rozmowy kwalifikacyjnej (bezprawnie zadawane zresztą) pytanie o plany macierzyńskie na najbliższe lata w odmienny sposób niż większość pracodawców. Otóż jeśli kobieta planuje dziecko w najbliższych latach to ma większą szansę na pracę w tejże firmie, gdyż prawdopodobnie dziecko zatrzyma ją w kraju. Więc nie opuści firmy w przeciągu kilku najbliższych lat. Większość pracodawców na twierdzącą odpowiedź o planowaniu rodziny skreśla kandydatkę, bo trzeba będzie zapewne wysupłać pieniądze na macierzyński. Widać jednak, że można inaczej…

    Z utęsknieniem czekam na dalszy ciąg programu (już nie beta testy ale wdrożenie ;) ) w masowej skali. A kobietom życzę (choć to nie Dzień Kobiet) poprawy ich sytuacji zawodowej bo na razie nie jest ciekawa… Trzymajcie się!!

    Potyczek informatycznych część pierwsza

    Rok 2002. Lekcja informatyki. Druga klasa liceum. Nauczyciel każe zapisać wykonaną pracę na dyskietce. Jedna z uczennic bierze więc dyskietkę, otwiera… CD-ROM, wkłada dyskietkę do CD-ROMu (o dziwo dobrą stroną gdyby wkładała do napędu dyskietek ;) ). Zamyka szufladę i… ciach, prach, szuru, buru, bum. Próbuje więc pospiesznie otworzyć CD-ROM ale się nie da. Wzywany jest więc pewien informatyk (czyli ja). Wymontowywuję napęd z komputera, rozkręcam. Strzępy dyskietki uszkodziły napęd na tyle, że pozostało jedynie wymontować kilka części do odzysku. Wziąłem więc kolejne 3 napędy leżące gdzieś w kącie sali informatycznej i montuje z 3 napędów jeden. Działał różnie, ale jednak działał :) Średnia prędkości napędów w sali to 8x. Jak ktoś miał 24 to był gość… W razie braku kasy na sprzęt kombinowało się stare części od znajomych i montowało do komputerów z pracowni. Z 3 komputerów robiło się jeden i jakoś działało.

    Śmiać się z dziewczyny? Nie. Raczej płakać nad niekoniecznie głupotą, ale niewiedzą. A niewiedzy informatycznej mnóstwo i w Polsce i na świecie. Widać to po zapytaniach użytkowników słownika informatycznego www.i-slownik.pl, widać przy spotkaniu w 4 oczy z użytkownikami komputerów, które czasem serwisuję. Nie każdy stworzony jest do tego, by komputer umieć perfekcyjnie obsługiwać, rozumieć jego działanie. Wielu boi się komputera, uważa go za dziwną, niepojętą, diabelską szarą skrzynkę. Tak więc wiele pracy przed nami informatykami…

    Ignorancja (czyli niewiedza a nie ignorowanie jak wielu sądzi) informatyczna nie jest bynajmniej wyłącznie domeną kobiet. Znam osobiście wielu facetów, którzy do pięt nie dorastają niektórym dziewczynom w tej kwestii. Osobiście poznałem w swoim życiu 3 dziewczyny, którym ja sam powinienem się kłaniać w pas i chciałbym umieć tyle, ile one umieją (pozdrawiam Cię Kasiu N. ;) ). Niestety informatyka jest tak szeroką dziedziną, że nie można być dobrym we wszystkim: programowanie, grafika komputerowa, analiza i przetwarzanie danych, webmastering, pozycjonowanie stron, serwis sprzętu, elektronika, zarządzanie serwerami, systemem Windows czy Linux…

    Planowałem kiedyś ogólnopolską akcję pod hasłem „Kobieta nie e-głąb”, która miała pokazywać że kobietom nie brakuje wiedzy informatycznej, ale z braku czasu porzuciłem pomysł. Może czas do niego wrócić?! Kto jest za? Zapraszam do dyskusji. Chętne dziewczyny niech się zgłaszają. Założymy specjalny dział na i-slownik.pl.

    PS. Znowu się rozpisałem. Jak tak dalej pójdzie, to nikt nie będzie czytał tak długich postów.

    Witajcie na blogu szalonego informatyka

    Moje dojrzewanie do założenia bloga trwało bardzo długo. Po co w końcu kolejny stumilionowo-trzysta-czterdziesto-dwu-tysięczny blog jakich pełno w sieci?! Jednak w moim życiu ciągle zdarzają się jakieś ciekawe przygody związane z informatyką i nie tylko, które warto uwiecznić. Poza tym czas poznać skrypt WordPress, pobawić się w dziennikarza, załatwić sobie kilka nowych linków do mojej głównej strony – Słownika Slangu Informatycznego www.i-slownik.pl no i mieć co robić jak już mi się zacznie nudzić, choć na brak wolnego czasu nie mam co narzekać…

    Będzie to blog inny niż wszystkie. Raczej będzie tu dużo więcej humoru branżowego niż jakichś wynurzeń natury filozoficzno-metafizyczno-psychologicznej. Nie będę wymyślał historii ze mną i Paris Hilton w roli głównej (patrz: blogi nastolatek w których pełno historyjek z blogowiczką i członkami zespołu Tokio Hotel w roli głównej). Tak, lubię Paris Hilton mimo że teraz pewnie zdobyłem sobie grono przeciwników i mój post spotka się z wieloma niepochlebnymi opiniami. Co z tego że została złapana wielokrotnie za jazdę po pijanemu, a raz skazana za to?! Co z tego że po Internecie krążą filmy i fotki z jej przygodami seksualnymi?! Co z tego że oskarżana jest o to że nie umie śpiewać a wszystkie jej piosenki to tylko zasługa informatyków-dźwiękowców?! Każdy popełnia w życiu błędy. To zresztą było w dzisiejszej Ewangelii o kobiecie cudzołożnej. Lubię Paris za kilka jej piosenek (nie wszystkie!!), za kilka tekstów, z których można coś ciekawego wynieść. Każdy człowiek ma w sobie coś, czym może ubogacić drugiego. I nikt mi nie może zabronić jej lubić!! Miało nie być filozofii… :)

    Od razu mówię że nie będę pisał regularnie, ale wtedy gdy będę miał coś ciekawego do zakomunikowania, gdy będę czuł taką potrzebę. A jak komuś nie chce się zaglądać ciągle, zawsze może użyć RSSa…

    Do następnej notki :)

    PS. Nie zbieram komci ale możecie się wpisywać :P

    O blogu

    Blog administratora serwisu www.i-slownik.pl i wieloletniego informatyka, pracownika jednej z krakowskich firm internetowych będący zapiskami jego przygód z komputerami, przemyśleń, ciekawych uwag i co mu tam jeszcze pod klawisze wpadnie. Zapraszam do czytania :)

    Autor